Kategorie: Wszystkie | jak żyć i nie zwariować | w polskiej rzeczywistości | z dziećmii, autyzmem i ...
RSS

jak żyć i nie zwariować

czwartek, 07 listopada 2013

codziennie mój synek gdy go odbieram - z busa, lub ze szkoły wykrzykuje "o nie, tylko nie mama, musi być K! wracaj mama do domu!"

a kiedy odbiera K synek krzyczy " o nie. tylko nie K! K wraca do domu! musi być mama!"

wczoraj więc pojechaliśmy razem - widok konsternacji na twarzy synka gdy zaczął wykrzykiwać "O, nie tylko nie...." i zobaczył obydwójkę - BEZCZENNY

 

 

w zasadzie chyba krzyczenia przeciw mnie jest więcej. jestem na czarnej liście i w spokoju odpoczywam od okupacji, która wkrótce i tak nadejdzie 

podpisano 
zimna matka c. 

środa, 12 czerwca 2013

w poniedziałek Synio pojechał na cały tydzień na zieloną szkołę, no na 5 dni - prawie tydzień

dziś powoli zauważam luz w głowie, że nie wróci za godzinę i nie zrobi afery o cokolwiek. pojutrze wraca...

poprzednie zielone szkoły były 3 dniowe, wydawało mi się że tym razem to tak długo go nie będzie. ale czas szybko leci i nie odnalazłam w sobie tęsknoty jakoś

 

wtorek, 11 czerwca 2013

dla chętnych posłuchać mój głos :) --> klik

 

do tych co przyszli dziś raz pierwszy

WITAJCIE

czuję się nieco zażenowana, że wybór Matki Polki padł na mnie, bo od dawna nie piszę tu wiele. żyjąc z autyzmem coraz mniej mam ochotę pisać o nim, czytać, mówić... oczywiście nigdy nie odmawiam gdy ktoś prosi, ale sama do tematu wracam coraz rzadziej.

zatem zapraszam do poznania archiwum i pozdrawiam

c.

wtorek, 16 października 2012

zdechł nam kot... w zasadzie KOT. był wspaniały, nazywaliśmy go Puszystym Przyjacielem bo miał niezwykła naturę i wielki spokój w sobie. do domu pełnego zawirowań wnosił puszystą i dostojną łagodność, relatywizm...

po dniu pełnym nieporozumień z całym światem zewnętrznym (kłótnią z ochroniarzem budynku mieszkalnego o to że mam prawo odwiedzać ludzi tam mieszkających a on ma podejść do bramy co inaczej się nie otwiera i innych) wchodzę do domu i widzę - leży. nie mam wątpliwości, nie żyje. jeszcze chwilę mam na to by poczuć że straciłam... tę chwilę spędzam na szybkim sprzątnięciu bo koty nie umierają czysto i estetycznie... wtedy wchodzą dzieci, wchodzi synio... 

dzieci na wieśc zaczynają płakać, synio wydziera się na balkonie

- wstań Puszek! nie Puszek nie umarł! Puszek żyje! Sweetie (drugi koteczek nasz) umarł! Sweetie nie zyje!!! Puszek wstań

dwoje pozostałych wtula się we mnie i ryczy już nieco histerycznie

- Puszek wstań! punto źle zaparkował! o nie, C4 nie włączaj świateł!!!   

- mamo, on chyba jednak żyje, czy pójdziesz do wterynarza? czy dowiesz się czemu umarł? maaaamooo, błagam

- Oooooooo nieeeeeeeeeeee Puszek nie pójdzie do weterynarza, Puszek żyje, Puszek nie umarł. Puuuntoooo nie! ja chcę na półkolonieee 

 

po pół godzinie już nie mam przemyśleń czy straciłam, w zasadzie nie mam żadnych  przemyśleń oprócz jednej małej refleksji - wdzięczności że jednak umarł sam, że nie miałam na głowie godzinnej reanimacji, ze się "wyrobił" zanim wróciliśmy...

 

typowa zimna matka

środa, 23 maja 2012

kiedy umarł mój tata

moja ciotka, a jego siotra, mieszkająca w usa chciała przyjechać na pogrzeb... w zasadzie starała się przyjechać już o wiele wcześniej, bo przez kilka miesięcy jego stan był trudny...

ciotka ma córkę, lat 20, autystyczną...

córka ma wiele trudnych zachować i wymaga bardzo wiele

na codzień zajmuje się nią ciotka (pomoce nieustannie odchodzą z pracy, zniechęcone) ale żeby umieścić ją w jakimś ośrodku wymagane są 2 osoby do opieki 24/dobę...

i ciotka przez wiele miesięcy nie znalazła miejsca na kilka dni dla córki, by móc pożegnać brata

załamana powiedziała mi przez telefon

- widzisz cedosiu, więźniowie dostają przepustkę by pojechać na pogrzeb rodziny... ja nie 

 

 

...

ja nie wiem czy więźniowie mają te przepustki, pewnie nie wszyscy, ale poczułam ciężar "wyroku" jaki ciąży na mojej cioci... wyroku dożywocia raczej

czwartek, 03 marca 2011
poszłam dziś do psychologa porozmawiać o mojej córce, która nie ma dysleksji 

- czemu pani prosiła o wizytę? - spytała pani p podstępnie
- myślę że trzeba to pytanie zadać pani koleżance z tej poradni, to ona uważa że powinnam...
- ?
- no tak...
- może proszę powiedzieć, co jest głównym powodem zgłoszenia córki do mnie
- ortografia
- ja nie zajmuję się ortografią
- wiem, ale pani diagnozująca dysleksje porozmawiała z córą i uznała że ona ma problemy z ortografią z powodu jej trudnej sytuacji
- czemu?
- bo jak się usłyszy że sama wychowuje troje dzieci a jedno z nich ma autyzm to to jest najprostszy pomysł - że sobie nie radzę
- ?
- a nam się żyje całkiem dobrze proszę pani,  ale może - jak to rodzic - zaprzeczam, to proszę zobaczyć moją córkę i mi powiedzieć, czemu do pani przyszłam :O)

tak to w skrócie wyglądała nasza pogawędka, pani p okazała się nie głupia więc pozna córkę i może jej to w czymś pomoże... jestem za tym by inni też zajmowali się moimi dziećmi, to dobre doświadczenie dla nich że można kogoś prosić o pomoc
niedziela, 19 grudnia 2010
przypomniała mi ekko swoim wpisem dyskusję naszą o tym że mam do uprania prześcieradło i nie chce mi się okrótnie, bo trzeba w takiej sytuacji ściągnąć pościel z całego domu, bo pościel (kolorową) pierze się z pościelą nie z bluzkami tego samego koloru 
- bo co? - spyała przytmnie - co się stanie jak dołożysz prześcieradło do bluzek?
- upierze się... nie jestem głupia... - odpowiedziałam
co nie zmieniło moich planów ściągłam wszystko i uprałam wkurzając się bo nie było pogody do suszenia pościeli

podobne sztywności w myśleniu mam przy rozwieszaniu prania - czarne wisi na osobnej suszarce, czerwone osobnej na jeszcze innej wspomniana wyżej pościel... czuję dyskomfort mieszając kategorie  

jestem dość elastyczna jak na nasze spektrum i umiem obejść te zasady... chyba, bo nie pamiętam kiedy ostatnio je obeszłam... ;O)
w każdym bądź razie, wyobrażam sobie, że umiem je obejść
poniedziałek, 18 października 2010

 

puśćcie sobie  w 3 oknach na raz ;O)...

tak się ostatnio właśnie czuję. dodatkowo wysiada mi w domu wszystko. nawet 2 komputery na raz 
dziecięcy np odmawia włączenia się i już
a po 3 dniach jakby nigdy nic włacza się i działa, ale po restarcie już nie

(żeby ja tak mogła, dziś się nie włączam a za 3 dni i owszem, bo akurat mam chęć)

do tego szwankuje:
- spłuczka
- kabina
- zlew
- szyba w drzwiach
- listewka
- suszarka

one też jakby stały nade mną i wołały "Mom Mum Mommy"

niedziela, 03 października 2010
ostatnio uczę dzieci bardzo ważnej prawdy życiowej
- że każdy się czasem myli, czasem nawet często... na przykład mama... 
  
dziś obeszliśmy całe cetrum - najpierw omijając biegaczy a potem śledząc losy pańskiej (w warszawie jest sporo ulic które przebiegle się ukrywają - to dla zmylenia ew najeźdżcy)
znałam pańską, jak się okazało 79 a ona żeby dojść do nr 3 nurkuje w centrum, żeby wynurzyć się znienacka na chwile, generanie nadal nie wiem gdzie jest numeracja 5-75 ale mnie to już mało obchodzi, znalazłam 3 po godzinie chodzenia po mieście...
wiem wiem, powinnam była sprawdzić w googlu wcześniej i nawet sprawdzałam, ale ja się gubię na tych mapach nie książkowych - nadal...

zaś każdemu z marudzących dzieci proponowałam by ponosiło mój plecak przez chwilę, to oddając go już nie będzie marudzić ;O)

zaś pytających gdzie tu są 3 akty uświadamiam, że czasem może mi coś nie wyjść...

p.s
moją ulubienicą wśród ulic "nurkujących" jest międzyborska - ta to występuje w prawdziwych 3 aktach i nikt by nie wpadł na pomysł by szukać tam jej kontynuacji (np pilot samolotu zrzucający bomby - tak tak moi drodzy, warszawa sporo przeszła i teraz już maskowanie ma we krwi)
(o i mam nawiązanie do tytułu ufff)

czwartek, 23 września 2010
teraz mój czas jest zwariowany
mój organizm postanowił mnie przystopować
siedzę sobie w domku i zażywam antybiotyki
mam czas na myślenie

powoli - chyba - podnoszę się z doła jaki miałam po oddaniu psa
powoli zaczynam widzieć moje życie jako fajne
robię porządki na pawlaczu gdzie 3 lata temu wrzuciłam różne rzeczy wprowadzając się do mieszkania, skoro przez 3 lata nie zatęskniłam to mogą być w piwnicy...
kiedyś do nich wrócę...
zdjęcia z czasów gdy nie miałam cyfrówki... prace z przedszkola i żłobka...
będzie czas by to przebierać

aktualnie żyjemy szybko
i umknęło mi kiedy
mój syn
moje dzieci
tak się zmienili

muszę powiedzieć że jest wielka zmiana, zadziała się powoli z dnia na dzień ale jest wielka
moje dzieci są super zgranym zespołem
kochają się i wspierają
wspólnymi siłami świetnie sobie radzą...

zauważyłam tę kolosalną różnice porównując czas pierwszej klasy córki, wtedy wszytko było prowizorką
teraz mam poczucie że panuje nad sytuacją

coraz częściej robię to co chcę, nie to co muszę...

muszę przyznać że wychowanie dzieci to nie matematyka, tu dwa plus dwa nie jest zawsze cztery
to nawet nie jest rachunek prawdopodobieństwa
to jest głównie łut szczęścia
miałam farta
urodziłam cudowne dzieci
i w różnych decydujących momentach podjęłam trafne decyzje
podejmując je nie miałam, czasem, pojęcia że są ważne... czasem też same się podejmowały... nie miałam wyboru
ale widzę teraz że zmierzamy - całą czwórką - w bardzo dobrym kierunku
:O)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
stat4u

Autyzm newsletter