poniedziałek, 17 marca 2014

muszę Wam powiedzieć, że można niesamowitą ilość rzeczy zapomnieć, zgubić, zapodziać ... (jakie są jeszcze bliskoznaczne? -młody zna wszystkie odmiany, może by nawet wyjaśnił subtelne różnice)

cały czas upieram się przy ponoszeniu konsekwencji i on sam ma odkręcać co pogubił, odkupywać co się da (co leży w zakresie jego kieszonkowego), wracać, pytać, szukać.

nie wiele to zmienia, żeby nie powiedzieć nic

czasem bywało nam do śmiechu - mamo , moje rękawiczki są zaczarowane, miałem je dwie w kieszeniach a teraz jest jedna

czasem bywaliśmy osłupiali - kiedy przyniósł rzeczy basenowe, samodzielnie rozwiesił je na kaloryferze, ale zapytany o nie wieczorem oznajmił że zostały w szkole i następnego dnia szukał z pomocą 3 pań woźnych...

gdy poproszony o podanie czegoś wypuścił rzecz niesioną w drugiej ręce

gdy odchodził na chwilę od jedzenia załatwić się  już nie wracał, bo poszedł się bawić

gdy reularnie nie zamykał po sobie szafy i nie gasił w ubikacji światła (mówimy o 10-o latku, w tym wieku gaszenie światłą wchodzi już w nawyk, że wychodząc gasi się je nawet pomimo, że ktoś został w środku - synio ma już ten odruch o dawna)

i gdy prawdopodobieństwo że założy na siebie ubranie prawidłowo było żadne. codziennie rano  synio wykrzykiwał - "o nie, źle się ubrałeś" i codziennie poprawialiśmy bluzki założonejednoceśnie na lewą stronę i tyłu-naprzód - nawet te z aplikacją na przodzie. czasem młodszy ubierał się po wyjściu brata i wtedy bywało że orientowałam się że młody cały dzień w szkole miał na sobie spodnie założone rozporkiem na pupę.

nie tylko nie zauważał jak się ubiera ale też nie czuł niewygody!

po za tym młody złościł się gdy wydałam mu kilka poleceń na raz
informacja - synek, wstawaj już, szybko idź umyj zęby a potem przebierz się i przyjdź na śniadanie - budziła w nim wściekłość - nie mogę wszystkiego robić na raz

ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że jest to jakaś nadpobudliwosć, bo to bardzo spokojne i kontaktowe dziecko

21:44, cedosia
Link Komentarze (3) »

tak więc młody ruszył z nową energią i poczuciem, że nie jest najgorszy z klasą o pół roku słabszą. reforma dała nam tą niepowtarzalną okazję, by spaść mniej, gdyż posłałam syneczka do pierwszej klasy jako sześciolatka. trafił więc do równieśników, którzy zaczęli rok później.

cały rok byliśmy szczęśliwi i pełni nadziei.

młody nauczył się wiedzieć co ma zadane, wyrabiał się na lekcjach... jednak nadal na potęgę gubił wszystko co się da.

włączyłam nawet system motywujący niezbyt polecany przez specjalistów - dostawał 1zł za każdy dzień gdy przyniesie ze szkoły śniadaniówkę i butelkę oraz rozpakuje ją i przyniesie do kuchni.... czasem się udawało. gdy zgubił musiał odkupywać za swoje a jednak wychodził na plus.

jednak w połowie trzeciej klasy podsumowawszy wszystko co się dzieje uznałam że tak się dalej nie da. ilość rzeczy gubionych i koordynacja życiowa syneczka nie daje nam szansy na optymistyczne spojrzenie w przyszłość - klasy czwartej gdzie każda lekcja jest w innej klasie i z innym nauczycielem.

młody mnie tylko gubi co się da i zapomina ale też nie ogrania rzeczywistości wokół. 

...

i się okazało że dziecko ma dzień kompuetrowy, więc spadam

 

---------------

miałam zrobić edit a tu Ixia skomentowała więc muszę pisać od nowa

14:16, cedosia
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 marca 2014

w zasadzie nigdy tu nie pisałam o najmłodszym. przynajmniej nie w roli głownej. był sobie tłem dla opowieści o syniu. tymczasem jego życie też się toczy i jest dla mnie rónie ważne

(w tym miejscu oczywiście dodam, że losy nastolatki toczą się równie ważnym dla mnie torem ale nie będę, jeszcze, o nie pisać)

a zacznę tu o nim wspominać, bo właśnie zaczynamy drogę do zdiagnozowania mu ADHD. musicie widzieć, że rodzeństwo dzieci z A jest często z cechami spektrum lub nawet więcej. od pewnego czasu specjaliści zaczynają być tego świadomi. kiedy pięć lat temu w poradni powiedziałam o autyźmie synia córka została odesłana do psychologa z informacją że na pewno sobie nie radzę a ona ma trudne dzieciństwo i dysfunkcyjną rodzinę. dziś gdy o tym mówię przy problemach młodego pytają mnie czy diagnozowałam mu Zespół Aspergera na przykład.

trudno było nam nazwać co się dzieje z młodym. miał bardzo duży kłopoty z koncentracją. został w drugiej klasie gdyż razem z nauczycielką i nim samym podjęliśmy decyzję, że jego praca jest zbyt wolna by mógł odnosić sukcesy. chłopak opanował program klasy ale nie umiał napisać sprawdzianu w czasie dwukrotnie dłuższym. cały czas słyszał że nie nadąża - nawet dzieci go poganiały na lekcjach. nie było sensu brnąć skoro facet miał nieustanne poczucie porażki.

brak promocji był obgadany z młodym a on przyjął to z ulgą. drugi raz w drugiej klasie wystartował z większą wiara w siebie.

wsparliśmy go tomatisem i mieliśmy wielkie nadzieje na sukces

18:22, cedosia
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 24 lutego 2014

w temacie jednego procenta przeczytajcie może o oszustach, którzy korzystają z ludzkiej naiwności 

więc lepiej dajcie ten kawałek swojego podatku fundacji, którą można sprawdzić i która pomaga wielu dzieciom a nie jednemu. Ja polecam Wam fundację Dobra Wola gorąco

Tagi: 1% podatku
08:21, cedosia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 lutego 2014

dwa dni temu mieliśmy mały wypadek i nasz samochodzik jest nieco naruszony - zbita lampka i urwana rejestracja...

nie ma to dla Was znaczenia? no właśnie dla synia też! już trzeci dzień jak mija nasz samochód na parkingu i nie zauważył...

jesteśmy z niego dumni ;)

22:12, cedosia
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 10 lutego 2014

Wiem że dostajecie już swoje PITy i myślicie komu oddać kawałek swojego podatku. i wiem, że pełno jest wszędzie przysłowiowych michałków, którzy potrzebują pieniędzy

zwykłe dzieci, z resztą też... czemu nie

jestem przeciwna dawaniu jednemu dziecku, bo wiem ile darmowej terapii można znaleźć. czasem trzeba poszukać, czasem poczekać ale dla dzieci z "papierem" jest sporo możliwości.

gdybym mogła, zbierałabym na zdrową dwójkę. na ich wyjazdy, zajęcia dodatkowe, terapie wspomagające ich dysfunkcje... ale się nie da -  mają tylko dysleksje, słabe napięcie mięśniowe i tragiczną koordynację

życie nie jest sprawiedliwe. ale jesteśmy szczęśliwi z tym co mamy. nasze słabości pomagają nam doceniać to co dostajemy od życia

nadal jednak trzeba coś zrobić z tym jednym procentem, bo żal oddać na zatracenie aparatowi władzy ;)

od kilku lat synio jest przeszczęśliwy przez pół wakacji. które spędza z Fundacją Dobra Wola  i to im, bym prosiła, byście przekazali trochę grosza. dajecie je wtedy dla wielu dzieciaków.

Fundację kiedyś - dla kilku dzieci - założył ojciec takiego dziecka jak moje. zrobił to bo nie czekał co inni mu dadzą. nie miał gdzie podziać swojego dziecka w wakacje... dziś przyjmuje kilkadziesiąt dzieci na cały miesiąc

chciałabym być taka jak On

Tagi: 1% podatku
16:54, cedosia
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 lutego 2014

od pewnego czasu mamy w domu kota a w zasadzie dwa, bo koty trzeba mieć dwa ;)

jeden kot nam odszedł przedwcześnie więc mamy teraz kota numer 2 i 3. mamy więc trochę doświadczeń, którymi mogę się podzielić.

generalnie kota (a szczególnie dwa) łatwiej mieć niż psa. koty same się załatwiają, same wybiegają i dużo śpią... koty nie oczekują od człowieka dużo zaangażowania w ich życie. żyją sobie własnym życiem, trochę obok, zaczepiając i dając się czasem zaczepiać. jeśli jest dla nich za głośno lub nie chcą być dotykane zaszywają się w jakiś kątach, że nie sposób ich znaleźć. przy kocie mam więcej pewności że jesteśmy partnerami, że kot współdecyduje o tym co się z nim dzieje, w czym uczestniczy robi to co chce a nie to co u się każe... a dzieci uczą się szanować zdanie kota...

wybraliśmy koty rasy maine coon, bo takie miały być najlepsze dla rodziny i są to koty inne, niż inne choć nie należy uważać że każdy z nich jest taki sam a także że są to urodzeni terapeuci skazani na sukces. mamy bardzo różne doświadczenia z tą rasą:

kot numer jeden był trochę jak pies. na wakacjach chodził z nami po lesie. ganiał się z dziećmi po działce (to ciekawy widok gdy najpierw dziecko z "oszczepem" goni kota a za chwilę kot goni za dzieckiem). kiedy odwiedziliśmy całkiem nowy dom zamieszkany przez innego kocura (pół krwi maine coona) kociaki już po pół godzinie bawiły się razem. Do dzieci był wyrozumiały ale nie lubił pieszczot, niestety głaskać można go było tylko chwilę.

drugi kot nie został w dzieciństwie dobrze zsocjalizowany (hodowla właśnie się likwidowała) i jest strachliwy. w zasadzie strachliwa - to przepiękna koteczka. często boi się gdy się obok niej przechodzi i ucieka gdy podejdzie się do niej zbyt nagle. jest wielkim pieszczochem ale czasami podczas głaskania coś nagle ją zaboli lub zaniepokoi i potrafi drapnąć - jest dla nas nauczycielem delikatności i wyczucia.

kiedy przybyła do naszego domu starszy kot przyjął ją bardzo czule. ona była przerażona,  prychała i chowała się pod łózkami a on chodził za nią i czule do niej gruchał. był bardzo opiekuńczy do ludzi i innych kotów. na początku mała nie szukała w ogóle kontaktu z nami tylko pozwalała się opiekować jemu.

kiedy pierwszy kot zdechł nie umieliśmy sobie wyobrazić domu z samotnym kotem więc szybko podjęliśmy decyzję o poszukaniu jej towarzysza. zawsze szukając kota mówiłam o sytuacji w moim domu o autystycznym dziecku - czasem hodowcy odradzali mi swoje koty i byłam im za to wdzięczna. mówiłam, że szukam kota śmiałego, pewnego siebie ale przede wszystkim asertywnego (druga koteczka była wyjątkiem ale doświadczony hodowca zapewniał nas że widzi w niej duży potencjał no i trzeba było pomóc bo chcieli się szybko pozbyć kociaków)

wejście do domu trzeciego kota było drastycznie inne. niepewna siebie koteczka ponad tydzień prychała na intruza. on starał się ją udobruchać ale ona się bała i już. nie spaliśmy w nocy bo koty walczyły o przestrzeń. na dobrze zaprzyjaźnili się pół roku później gdy młody nauczył się delikatności i dyplomacji. teraz w "bitwach" to on natychmiast przegrywa, nigdy już nie wyskakuje na nią z nienacka - co czynił będąc młodziakiem

trzeci kot okazał się oceanem spokoju i jest ulubieńcem synia. mój synek jak tylko wchodzi do domu biegnie do niego i całymi dniami szuka kontaktu z nim. kot przychodzi go budzić rano i jeśli ten płacze. kot czeka przy drzwiach gdy wchodzimy. jest bardzo wyrozumiały dla dzieci - pozwala im na dużo. synio nie jest dobry w umiarze i musimy go stopować by nie głaskał jedzącego kota, by pozwolił mu spać. ale gdyby naprawdę kotu to przeszkadzało to mógłby się schować. czasem też potrafi pacnąć go łapą... uczymy synia - kiedy kot macha ogonem jest zły, musisz się zatrzymać, jeśli podnosi przednią łapę - musisz przestać, zobacz uciekł - byłeś niedelikatny. jednak często widzimy, że kotu odpowiada namolność synka (jak tu na zdjęciu, gdzie kot spał spokojnie pomimo ciężaru głowy synia)

ciągle go uczymy - my ale i kot sam też go uczy

14:55, cedosia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 30 stycznia 2014

to stowarzyszenie, które  powstało przy naszej szkole, ale mamy też trochę dzieci z innych szkół. to niewielkie stowarzyszenie, działające na nie dużą skalę ale bardzo prężnie. Nasza Prezeska - matka chłopca z autyzmem i nauczycielka w naszej szkole - skutecznie pozyskuje fundusze na terapie dla dzieciaków pisząc co chwilę projekty...

rzeczywistość jest taka, że pieniądze trzeba zdobywać na kilkumiesięczne cykle zajęć, żeby za chwilę znów zdobywać nowe. nie ma szans dla nas na stałe dofinansowanie. ale to nas nie zraża i robimy dużo dla naszych dzieci

gdybyście chcieli obserwować co tam u nas to mamy już funpage na fb (i pewnie kiedyś będziemy mieć stronę, to Wam powiem)

kliknijcie zatem tu --> Nie z tej bajki

a gdybyście chcieli nam pomóc to za 3 dni odbędzie się koncert charytatywny na rzecz naszej organizacji

zapraszamy 

07:37, cedosia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 stycznia 2014

Poniewaz wiele słyszymy dobrego o biofeebacku, szukam takiej pomocy dla moich dzieci. synio ma szkole bezpłatne zajęcia, ale "zwykłe" dzieci musza czekać dwa lata w kolejce - w końcu mają tylko dysleksje i kłopoty z koncetracją...

takie tylko skutkuje np tym, że mój najmłodszy powtarzał drugą klasę, bo nie nadążał za grupą - intelektualnie przewyższając nie jednego rówieśnika - tempo pracy i możliwości koncetracji nie dały mu szansy...

nie zbieram jednego procenta, bo dla synia mam kupę bezpłatnej terapii, w szkole i domu - choć tu rzadko, bo ze szkoły wraca zmęczony. w warszawie naprawdę można znaleźć kupę dobrych zajęć bez zbierania pieniędzy po ludziach.

ale nie dla dzieci pełnosprawnych, które mają tylko dysfunkcje...

no dobra - koniec narzekania.

szukając płatnego biofeedbacku dla pozostałej dwójki (90za godzinę + 380 diagnoza) zanalazłam urządzonko, które można stosowac w domu - neuroset

płaci się raz i korzysta każdy, do tego w godzinach które sa dla nas wygodne... trochę to za piękne bym uwierzyła. szczególnie że teraz jest jakas promocja.

Więc pytam Was - wiecie coś na temat? poradźcie prosze zanim utopię kasę

 

czwartek, 02 stycznia 2014

gdybyście czasem się zastanawiali co znaczy że można różnie interpretować polecenia/słowa zobaczcie ćwiczenie wypełnione przez autystyka... 

tak samo można całkiem inaczej zrozumieć świat wokół i to co mówią ludzie

 

21:58, cedosia
Link Komentarze (1) »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
stat4u

Autyzm newsletter