piątek, 09 września 2016

tymczasem mój syneczek wraz ze swoją klasą zaprasza Was na własny blog klikajcie poniżej

nakreceninawiecej.blogspot.com

08:04, cedosia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 sierpnia 2016

mój syn ma 180cm wzrostu, włosy na nogach i pod pachami (pewnie nie tylko z resztą). ciągle z tyłu głowy mamy pytanie, czy kiedykolwiek będzie żył samodzielnie.

w tym roku na wakacjach był na obozie harcerskim - budował prycze i załatwiał się do latryny... wrócił bardzo szczęśliwy. potem był wyjazd z tatą w góry i za chwilę z nami pod namiot.

teraz trenujemy nudzenie. zero zadań, wstaje kiedy chce jak jest głodny to się pyta co może zjeść... do końca wakacji kilka dni, nie mieliśmy tyle zapału by wozić go godzinę do lesznowoli. choć tam robią cudne półkolonie.

dla niego najtrudniejsze jest znaleźć sobie własną aktywność. trochę się nudzi, czasem wyjdzie na dwór - pilnowany przez KizOn  może robić co chce.

nie jest źle - daje radę :)

18:32, cedosia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 marca 2016

Uczymy młodego samodzielnego poruszania się autobusami. Przejechał już pierwszy raz całkiem sam kilka przystanków i wysiadł na czas. :)

jest mało okazji do takich ćwiczeń - ze szkoły przywozi go bus, ale nie ma tez pośpiechu.

moje największe wątpliwości są związane z faktem, że nie wiem co z tego co mówię zostaje w jego głowie i  w jakim kształcie. obawiałam się reakcji na sprawdzanie biletów, omawialiśmy co zrobić - a w zasadzie ja gadała i gadałam... synio nijak nie zamierzał powtórzyć po mnie ani przećwiczyć,  ale gdy przypadkiem spotkaliśmy kanara dokładnie wiedział co zrobić - więc chyba najtrudniejsze za nami.

na naszych comiesięcznych spotkaniach "niewidzialnych dzieci" ćwiczymy właśnie temat podróży, jeśli chcecie możecie się przyłączyć --> niewidzialne-dzieci.pl

08:05, cedosia
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 marca 2016

włączamy rispoleplt

22:05, cedosia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 marca 2016

spotykamy się co miesiąc na spotkaniach niewidzialnych dzieci. młody uwielbia te spotkania był więc cały ranek podeskcytowany...

może nawet wcześniej? może powinnam zacząć od tego że poprzedniej nocy przyszedł do mojego łóżka, około 1-ej  w nocy, młodszy synek spłakany. spytał czy może u mnie spać bo bo się boi. przytuliłam go ale natychmiast przyszedł synio i oświadczył kategorycznie że mam go nie przytulać że to on będzie u mnie w łóżku. awanturował się i nie zgadzał na poczekanie aż przyjdę do niego więc wynegocjowałam obecność obu i zasnęliśmy we troje (mąż został zmuszony do wyemigrowania).

czyli wiemy zatem, że nie spał do 1-ej. Rano o 8-ej też nie spał...

może dlatego że czekał na swoje ulubione spotkanie a może nie, może po prostu był zbyt pobudzony by zasnąć... poprzedniego dnia prabacia zabrała go na spotkanie ze swoimi znajomymi - nie wątpię że było dużo dobrego słodkiego :)

poszliśmy na spotkanie niewidzialnych i wszystko było super. młody jak zawsze wybrał najładniejszą wolontariuszkę i chętnie uczestniczył w szalonych jazdach komunikacją miejską.

ukoronowaniem spotkania było kino 6d a potem część grupy się rozeszła a my i kilkoro jeszcze osób usiedliśmy w kawiarni. gadaliśmy o planach, kłopotach i radościach. synio pochłonął rurkę z kremem a potem grał na telefonie. kiedy już wszyscy się rozeszli i my zaczęliśmy się zbierać nastąpił pierwszy sprzeciw.synio kategorycznie zażądał nie wracania do domu zaprzeczał na wiele sposobów i krzyczał. stanęło na tym że nie jedziemy do domu a do Krynicy Morskiej, gdzie spędził cudowne ferie. oczywiście nie wyiberaliśmy się tam, jednak przytakiwaliśmy mu, bo nie było wyjścia. myślę, że on też wiedział że wracamy do domu ale lubi czasem "zaczarować" rzeczywistość i mówić że jest inaczej :)

w tramwaju nastąpił mocniejszy kryzys. synio nie pozwalał rodzeństwu ze sobą rozmawiać. krzyczał na cały tramwaj że nie mogą siedzieć obok siebie. próbowaliśmy ich przesadzać tak by córka była po środku - ewidentnie to o jej uwagę chodził. próbowałam go uspokoić odseparować, zaprosić do siedzenia i rozmawiania ze mną... nie zgodził się, wściekał się i nawet kopnął mnie raz.

wiem, że córka boi się takich napadów, a młodszy syn cierpi kiedy nie wolno mu rozmawiać z siostrą. wzięłam zatem problem na siebie. oświadczyłam syniowi, że wysiadamy. nie zorientował się że że tylko on i ja wysiadamy, że to jest konsekwencja jego niedopuszczalnego zachowania dlatego wysiadł bez oporów.

ale kiedy wysiadł i tramwaj odjechał.... to trudno było nie zauważyć że zostaliśmy sami. niósł ze sobą torbę, którą oberwałam natychmiast jak to zrozumiał raz, drugi, trzeci zanim zaczęłam się bronić. ściągnęłam go z pasów przyparłam do barierki i kazałam się uspokoić. wrzeszczał chwilę a potem znów zaczął mnie bić i  kopać, wyrywał się i chciał wrócić na przystanek... gościu jest wyższy ode mnie więc nie zawsze mam szansę go powstrzymać. Wytrzymałam najgorsze.

poszliśmy przed siebie

pierwszy kilometr młody wrzeszczał i skakał (szliśmy krakowskim przedmieście nowym światem... obok przeszła manifestacja nawet). drugi płakał rzewnie i głośno... na koniec się uspokoił o powiedziałam mu że jest już grzeczny i możemy wracać. ucieszył się.

weszliśmy do sklepu kupić prezenty na przeprosiny dla rodzeństwa. gdy stałam przy kasie młody odszedł

- oooooo dziecko mi zniknęło - skontestowałam trochę do siebie trochę do pani ekspedientki
- o! z jakim spokojem pani to mówi - zauważyła
- raczej z nadzieją - odrzekłam już bardziej do siebie

 

p.s
to było wczoraj, dziś mieliśmy mieć wizytę u psychiatry, ale się rozchorowała i pierwszy wolny termin ma na koniec maja...

08:58, cedosia
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 marca 2016

zaczęliśmy terapię czaszkowo-krzyżową, głównie dlatego, że ktoś z rodziny nam zaproponował taką usługę. trudno powiedzieć czego się spodziewam, pewnie niczego. Ale warto czasem popróbować. no i jest dobry pretekst poprzyjaźnić się z kuzynką.

Masaż sam w sobie jest wyciszający, młody leży godzinę w spokoju - samo to jest warte poćwiczenia :)

 

oprócz tego zaliczamy kolejny dół stałego regresu w kontaktach rodzinnych. synio prześladuje brata i mojego partnera. często tłumaczy im, że powinni sobie już pójść, domaga się żeby przestali rozmawiać albo by mieszkali gdzieś indziej.

Jak się domyślacie, dorosły radzi sobie z tym o niebo lepiej. ja osobiście mocno się gryzę tym co robić gdy jeden z moich synów staje przeciwko drugiemu. nie mogę zająć żadnego konkretnego stanowiska. ale też nie mogę zostać bezczynna...

z sukcesów - młody spędza czasem dłuższy czas bez nas - wyjechał na tydzień z wycieczką szkolną, potem dwa tygodnie na zimowisku z Dobrą Wolą (polecam ich na wpłatę 1% podatku gorąco). każdy z tych wyjazdów jest dla nas czasem ciszy i spokoju w domu a dla niego wielką rozrywką.

Odstawiliśmy rispolept bo synio zaczął się nudzić wszystkim. w wyniku tego, albo może w wyniku czegoś innego młody daje czadu bardziej - głównie to mamy kłopot z kąpielą wieczorną i wstawaniem rano. ostatnio poddałam się i nie obudziłam go do szkoły. niestety jak już odjechał bus syneczek zerwał się na równe nogi i zrobił awanturę, że nie ma mowy by do szkoły nie jechał... także zawieźliśmy go sami. pozostaje pytaniem (dla mnie bez odpowiedzi na dziś) czy się przejął i będzie się starał jednak wstawać, czy uznał że może dłużej pospać a my i tak go zawieziemy...

rodzicielstwo nastolatka jest trudne, ten bardziej niż inni nie dba o nasze uczucia... czasem trudno mi oddzielić jego zachowania wynikające z dojrzewania od tych wynikających z autyzmu. jedno jest pewne, tylko wielkiej determinacji całej naszej czwórki zawdzięczamy względny spokój - każdy próbuje na swój sposób docierać do niego i żłobić koleinę do porozumienia...

kropla drąży skałę, ale czasem wody może zabraknąć...

22:18, cedosia
Link Komentarze (3) »
czwartek, 01 października 2015

Młody ostatnio dopytuje się usilnie o los swoich ubrań. musi wiedzieć gdzie trafiły potem jak z nich wyrósł i on i jego młodszy brat. W zasadzie upiera się że muszą one trafić do znajomego Stasia.

Więc przytakuję. Co mi zależy... wiem, wiem, nie wolno okłamywać dzieci... ale to łatwiejsze. Zostawiam sobie energię na walkę z ważniejszymi sprawami.

Na przykład przy jedzeniu nie wolno mówić o niczym jego młodszemu bratu. Cokolwiek on powie synio zaprzecza i awanturuje się że jest inaczej a w ogóle to brat nie może mówić ani śmiać się.

Wracając do tematu Stasia. Poprosiłam dziś mamę Stasia, żeby jakby co przytakiwała. Zaś ona ucieszyła się - o to miłe, znaczy lubi Stasia

I tu się zamyśliłam... Synio lubi Stasia? W zasadzie tak... ale czy w kwestii ubrań to ma znaczenie? Synio lubi ubrania, znacznie bardziej od Stasia - ubrania są WAŻNE, Staś sympatyczny... Ubrania są równie ważne jak samochody ostatnio. Synio ogląda zdjęcia z dzieciństwa i dopytuje się o kolejne koszulki, kiedy je nosił, czy brat też je nosił a może i siostra wcześniej i  co z nimi teraz - są u Stasia oczywiście.

Chyba nie ma co się oszukiwać. Lubienie Stasia jest dużo dużo dużo dalej niż lubienie ubrań..

 

W ŻYCIU TRZEBA MIEĆ PRIORYTETY!

 

;))

09:23, cedosia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2015

Znalazłam nowy produkt służący do odnajdywania. producenci mieli na myśli zwierzaki, ale nigdzie nie jest napisane, że dzieciom szkodzi. Myślę że niektórzy z nas (ja na pewno) chcą wypuszczać dzieci w świat a nie do końca mają zaufanie do ich samodzielnych decyzji.

zatem można kupić GPS w małym urządzonku --> KLIK TU

13:50, cedosia
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 września 2015

postanowiłam zrobić nowy krok w kierunku samodzielności mojego syneczka:

- pojedziesz dziś sam autobusem? - spytałam
- TAK - oświadczył z radością
- sam, beze mnie?
- TAK!
- wiesz na jakim przystanku należy wysiąść?
- ..... - zamilkł z tą samą radością na twarzy

GOTÓW DO SAMODZIELNEJ JAZDY ale nie wie jak to robić :)

synio nie boi się nowości - to jego wielki atut.

przystąpiliśmy zatem do omówienia całej sytuacji - na jakim przystanku wysiada, co powie gdy przyjdzie kontrola i oczywiście że musi być cicho w autobusie.

i pojechaliśmy - pomysł był taki, że trenujemy wracanie do domu bo tu jest oczywisty przystanek, więc pojechaliśmy w miasto.

Synio wsiadł do autobusu pierwszymi drzwiami a ja ostatnimi - kryjąc się przed nim -  i ruszyliśmy. synio roztropnie ruszył przez autobus i doszedł do mnie do końca. uśmiechnął się...

no dobra, pomyślałam. uśmiechnęłam się do niego, wysiadłam na następnym przystanku i uciekłam dla odmiany do pierwszych drzwi.

ukryłam się sprytniej i z ukrycia obserwowałam poczynania. syneczek grzecznie siedział na siedzeniu a gdy nadszedł nasz domowy przystanek wstał. ucieszyłam się

synio wstał i przeszedł przez cały autobus i podszedł do mnie...

- miałeś wysiąść, nie podchodzić do mnie

synio się zafrasował... a nawet wpadł w głęboką rozpacz. kategorycznie zażądał powtórzenia przystanku.

 

przemyślałam sprawę - nie ma co robić z syna idioty. jakkolwiek by nie wyglądał - idiotą nie jest ;)

wsiedliśmy do tego samego, powrotnego, autobusu  ale osobno. omówiliśmy cała sytuację, że ja sobie tez jadę autobusem ale wcale nie z nim i że on wysiada sam...

i synio wsiadł sam - wielce szczęśliwy :)

 

pierwsze koty za płoty!

 

16:10, cedosia
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lipca 2015

po powrocie z wakacji synio powiedział: "nareszcie w domu"

następnego dnia wychodząc do babci - "to pa, miłego dnia"

i takie tam - małe i nieważne ale pojawiły się całkiem nowe refleksje wypływające z jego głowy...

 

w wakacje tak zawsze  - nagle budzą się nowe moce, same z siebie, jakby uśpione w natłoku terapii i zajęć codziennych - kiełkują gdy jest przetrzeń

08:03, cedosia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 101
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
stat4u

Autyzm newsletter